Pisać każdy może, ale nie każdy powinien – oznajmiają ci, którzy zawodowo albo z zamiłowania czytają literaturę i doznają zawodu przy lekturze takiej czy innej książki. Przyznam, że i mnie zdarza się tak myśleć, kiedy mam w ręku schematycznie skleconą z modnych tematów powieść, szukającą tanich sensacji biografię, pospiesznie spisany reportaż czy nadmiernie wybujałe pierwsze próby poetyckie lub prozatorskie, którym najwyraźniej przydałaby się porządna redakcja albo chociaż zdystansowana – odłożona w czasie – odautorska lektura.
Tak miewam, ale też wiem – bo wiemy to wszyscy – że historia literatury pełna jest utworów niespodziewanych, odrzuconych w momencie, kiedy powstały, więc chciałabym dawać czytelniczą szansę wszystkim książkom. No może nie tyle „wszystkim”, ile wszystkim tym, które są w horyzoncie moich zainteresowań, choć i to nie do końca jest możliwe, zważywszy na ilość wydawanych w ostatnich latach książek. Ale sięgając do pudeł z książkami, które przychodzą do kapituły Nagrody Literackiej GDYNIA, czuję się jak poszukiwaczka skarbów i otwieram kolejne z dreszczykiem emocji i nadzieją na odkrycie czegoś niebywałego. I mam świadomość, że te emocje to wielki przywilej.
Każdy może, słychać z każdego kąta naszych nastawionych na indywidualną ekspresję i samorealizację czasów, a kierunki, kursy i poradniki kreatywnego pisania przekładają ten slogan na praktyczne wskazówki i ćwiczenie umiejętności. Spory o to, czy rzeczywiście można się w ten sposób nauczyć pisania literatury, nie wydają mi się rozstrzygalne - obie strony mają swoje przekonujące argumenty, a przypomnienie, że wiele zależy od jakości takich kursów, to banał. Można przecież wymienić kilka wspaniałych książek czy talentów, które dzięki takim miejscom się wykluły, a to niemało. Warto też docenić pożytek z takich studiów czy spotkań, które pozwalają nie tylko na pomyślenie i przegadanie własnych celów, umiejętności, słabości, blokad, ale też na uważne rozmowy o literaturze. A przede wszystkim – na uświadomienie sobie, że pisanie i czytanie są ze sobą nierozerwalnie sprzężone, że można być czytelnikiem albo czytelniczką, nie będąc pisarzem i pisarką, ale odwrotnie raczej nie.
Rosnące zainteresowanie pisaniem literatury (przy malejącym zainteresowaniu jej czytaniem) ma wiele przyczyn. Może wynikać – jak chcą niektórzy – z ogólnego przekonania, że do tego, by spełniać się artystycznie (i zostać muzykiem, tancerzem czy malarzem), konieczne są: talent, dyscyplina i długotrwałe ćwiczenia. A pisać potrafi każdy – wystarczy kartka albo komputer, trochę dobrej woli i czasu. Może coś w tym jest w punkcie wyjścia, ale nie mam wątpliwości, że dobra literatura (niezależnie od gatunku) wymaga wielkiego trudu i sporych umiejętności. O mozole i udrękach pisania czytamy i słyszymy niejednokrotnie, choć mają one różne wymiary.
Nie tak dawno „skruszony nałogowiec” Grzegorz Piątek, który napisał trzy znakomite książki w ciągu pięciu lat, bo pisanie sprawia mu „dziką przyjemność”, napomykał o „opłakanych skutkach ubocznych” pisarskiego rzemiosła dla „kręgosłupa, życia rodzinnego czy towarzyskiego”. Japońska pisarka Minae Mizumura wyznawała w przedmowie do swojej powieści, że nawet jako autorka wielu książek utrzymującą się z ich pisania nie „uwolni się od wątpliwości” czy na pewno jest pisarką, czy ma w sobie ten rodzaj „niewidzialnej i przekraczającej ludzkie pojmowanie siły”, która czyni człowieka artystą (tłum. Anna Zielińska Elliot).
A Virginia Woolf rozpisała swój wysiłek uchwycenia życia, tego co widzialne i nie, na całą powieść i jej bohaterki. To w niej Lily Briscoe jest świadoma tego, że: „wszystko, co w idei wydawało się proste, w wykonaniu natychmiast stawało się złożone; tak jak fale, które widziane ze szczytu klifu układają się symetrycznie, ale dla pływaka znajdującego się wśród nich, porozdzielane są stromymi przepaściami i spienionymi grzebieniami.” A pani Ramsey, kiedy pewnego „dziwnego poranka” słowa „wypisały się na szaro-zielonych ścianach”: „Gdyby tylko umiała je połączyć, poczuła, gdyby umiała zamknąć je w zdaniu, wówczas dotarłaby do prawdy o wszystkim” (tłum. Magda Heydel).
Można jednak pomyśleć, że dziś nawet motywowana (pozorną) łatwością ekspresja pisarska wszystkich, którzy chcą spróbować się na tym polu ma swoje dobre strony i może stać się naszym sprzymierzeńcem w świecie bezosobowej komunikacji AI.
Pisać każdy może i do każdego należy wybór, jakie i po co ma to być pisanie. Czy chodzi o pieniądze, o sławę i pieniądze, o realizację rozpoznanego w sobie powołania, o zmierzenie się z wyzwaniem, jakim jest opowieść, o poczucie narracyjnego panowania nad własnym życiem, o satysfakcję z zobaczenia własnego nazwiska na okładce, o decyzję, że to fajny sposób na życie, czy o przekonanie, że zostało się do tego powołanym. Nie mam powodu deprecjonować żadnego z tych motywów, choć jako czytelniczka widzę zasadniczą różnicę między dziełem a książkowym produktem i wybieram takie pisanie, w którym gra (nawet niewprawna czy przegrana) toczy się o najwyższą stawkę.
Pisać może każdy, ale nie każdy może zostać pisarzem, a i bycie pisarzem (zawodowym) nie gwarantuje (jak wiemy) sukcesu, zadowolenia i finansowej stabilności. Co z interesującej perspektywy pokazuje opublikowany niedawno przez autorski zespół: Agnieszka Budnik, Grzegorz Jankowicz, Alicja Palęcka, Michał Sowiński raport z badania kondycji gdańskich pisarek i pisarzy, zatytułowany „Pisać może dziś każdy”. To właśnie ten raport stał się inspiracją naszego tegorocznego festiwalowego dodatku.

Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 35/2024
Redakcja: Monika Ochędowska
Proj. graf.: Marek Zalejski
Opieka wydawnicza: Anna Pietrzykowska
Fotoedycja: Jacek Taran
Skład: Zuzanna Kardyś
Partnerami dodatku są:
Nagroda Literacka GDYNIA
GDYNIA Mecenas Nagrody Literackiej GDYNIA
Festiwal Miasto Słowa
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















