Synod pełen zagadek. Czy Kościół ma szansę się zreformować?

Wielu zaangażowanych katolików wciąż wierzy w to rzymskie spotkanie. Pokłada w nim nadzieje większe niż w papieżu.
z Rzymu
Czyta się kilka minut
Podczas otwarcia Synodu kobiety domagają się święceń w ramach akcji „Nie kop puszki, kobiety mogą zostać księżmi” (gra słów: angielskie „can” oznacza „puszkę” i „móc”). Rzym, 2 października 2024 r. // Fot. Alessandra Tarantino / AP / East News
Podczas otwarcia Synodu kobiety domagają się święceń w ramach akcji „Nie kop puszki, kobiety mogą zostać księżmi” (gra słów: angielskie „can” oznacza „puszkę” i „móc”). Rzym, 2 października 2024 r. // Fot. Alessandra Tarantino / AP / East News

Dziwny jest ten synod. Gdy trzy lata temu papież uroczyście go otwierał, nikt nie przypuszczał, że będzie tak inny. Franciszek miał już za sobą cztery synody – dwa zwyczajne (o rodzinie i o młodzieży), jeden nadzwyczajny (też o rodzinie) i jeden specjalny (o Amazonii). Wszystkie podobne w kształcie i metodzie do wcześniejszych, organizowanych po Soborze Watykańskim II przez kolejnych papieży.

Pierwszą zauważalną różnicą był czas: nowy synod miał trwać dwa lata (potem dopisano kolejny rok), czego dotąd nie praktykowano. Ale szybko uznano, że chodzi tylko o zabieg formalny, żeby nie powiedzieć: marketingowy – wliczenie etapu przygotowawczego, który przecież poprzedzał także wszystkie poprzednie synody.

Drugą – skala konsultacji, jakie zamierzano przeprowadzić, dzieląc je na etapy lokalne (w parafiach i diecezjach), krajowe i kontynentalne. Nie brakowało głosów, że w ciągu dwóch lat to się nie uda. Ale projekt zrealizowano. W konsultacje zaangażował się 1 proc. katolików na świecie. Niby mało, ale jednak wciąż daje imponującą liczbę ok. 14 mln osób.

Trzecią – płynność formy i treści, które z roku na rok ulegały modyfikacjom. Bo choć temat był od początku jasno określony (synodalność), to nawet dziś, po trzech latach, słychać spory o to, co to słowo naprawdę znaczy.

Z czasem różnic widać było jeszcze więcej. Niby wciąż jest to synod biskupów, ale jedną czwartą jego uczestników stanowią nie-biskupi, w tym świeccy, także kobiety. Niby wpisuje się w formułę przewidzianą w Kodeksie Prawa Kanonicznego, ale jednak balansuje na jej granicy, twórczo interpretując np. przepisy o powoływaniu delegatów, członków sekretariatu czy rad synodalnych. Niby synod miał wprowadzić wielkie zmiany, ale wciąż nie można się ich doczekać.

Zmęczenie i obojętność

„Kwestie gorące, jak święcenia kobiet, celibat księży, otwarcie na społeczność LGBT, znalazły się poza stołem obrad, przekazano je do grup studyjnych. A ponieważ nie będą już przedmiotem naszej dyskusji, powrócimy do tematu, który papież od początku nam zlecił: jak być misyjnym Kościołem synodalnym” – pisał jeszcze kilka dni temu na swoim blogu bp Robert Barron z diecezji Winona-Rochester. 

Takie było powszechne przekonanie. Lęk (albo nadzieja), że synod pójdzie niemiecką drogą, wprowadzając istotne zmiany w doktrynie i dyscyplinie, wygasły rok temu. Pierwsza sesja plenarna (październik 2023), na którą wszyscy czekali w napięciu, pomni sporów i kłótni, do jakich dochodziło podczas wcześniejszych Franciszkowych synodów, zakończyła się salomonową „syntezą końcową”, dzielącą tematy na „zbieżności”, „kwestie do podjęcia” i „propozycje”, dzięki czemu żadne, choćby najbardziej kontrowersyjne postulaty nie zostały odrzucone, a jedynie odłożone na mniej lub bardziej odległą przyszłość. Lęki (albo nadzieje) ustąpiły miejsca zmęczeniu, rozczarowaniu i obojętności.

Potem na długie miesiące zapadła cisza. O obowiązku przysłania do Watykanu krótkiego raportu z konsultacji nad propozycjami „syntezy końcowej” trzeba było biskupom kilka razy przypominać, a i tak wielu nie wywiązało się z niego we wskazanym terminie (do 15 maja). Polski episkopat był tu wyjątkiem, choć trudno powiedzieć, czy chlubnym: abp Stanisław Gądecki wysłał dokument już w marcu, chcąc załatwić sprawę przed odejściem z urzędu przewodniczącego KEP, tyle że mało kto się o tym dowiedział (niektórzy biskupi swoje syntezy wysłali więc do Watykanu na własną rękę).

Żeby zaangażować w prace więcej środowisk, sekretariat generalny zorganizował „synod proboszczów” – w wielu krajach, w tym w Polsce, delegatów na to spotkanie trzeba było długo szukać (i wyznaczać na ochotnika).

Z czasem nawet najwięksi krytycy synodu ucichli. Rok temu media konserwatywne niemal codziennie publikowały wypowiedzi kardynałów Burke’a czy Müllera, protestujących przeciwko degradacji idei synodu i zamachowi na doktrynę Kościoła. W tym roku ich uwaga o wiele częściej skupiała się na kard. Victorze Manuelu Fernándezie, prefekcie Dykasterii Nauki Wiary, którego uznano za głównego realizatora doktrynalnie wątpliwych projektów Franciszka.

Franciszek podczas obrad Synodu Biskupów w Auli Pawła VI. Watykan, 2 października 2024 r. // Fot. Grzegorz Gałązka / East News

Trzęsienie sumień

„Proszę o wybaczenie i kajam się ze wstydem za wszystkie sytuacje, w których nie byliśmy w stanie chronić Ewangelii jako źródła wiecznej nowości, ryzykując zredukowanie jej do stosu martwych kamieni, którymi można rzucać w innych. Proszę o wybaczenie i kajam się ze wstydem za wszystkie przypadki doktrynalnego usprawiedliwiania nieludzkiego traktowania innych. Proszę o wybaczenie i kajam się ze wstydem za działania i zaniechania, które uniemożliwiały i wciąż utrudniają przeżywanie wiary chrześcijańskiej w jedności i autentycznym braterstwie całego rodzaju ludzkiego”.

To fragment aktu skruchy, jaki kard. Fernández, prefekt dykasterii, która jest w linii prostej potomkinią Świętej Inkwizycji, odczytał w czasie nabożeństwa pokutnego w przeddzień synodu. Towarzyszyło mu sześciu innych kardynałów, przepraszających za siedem nowych grzechów Kościoła. Oprócz wykorzystywania doktryny do ataku na inaczej myślących były to: brak odważnego zaangażowania w obronę pokoju i praw człowieka (kard. Oswald Gracias z Indii), przemoc wobec ludzi i całego stworzenia (kard. Michael Czerny, prefekt Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka), wykorzystywanie seksualne dzieci i osób najsłabszych (kard. Seán O’Malley, przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich), dyskryminacja kobiet (kard. Kevin Farrel, prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia), lekceważenie ludzi biednych (kard. Cristóbal Romero z Rabatu) oraz zapatrzenie w samych siebie, nazwane grzechem przeciwko synodalności (kard. Christoph Schönborn z Wiednia).

Teksty przeprosin napisał dla nich papież, który w homilii przypomniał, że „publiczna spowiedź jest szansą na przywrócenie zaufania w Kościele i wobec niego, nadszarpniętego przez nasze błędy i grzechy, szansą na rozpoczęcie procesu leczenia ran, które nie przestają krwawić”. Ale też nauką – dodał – że nikt nie powinien czuć się lepszy od innych.

Komisje pod specjalnym nadzorem

Gdy wydawało się, że pokutne nabożeństwo będzie najważniejszym wydarzeniem tygodnia, pod koniec pierwszego dnia obrad zapowiedziano – ku zaskoczeniu uczestników i obserwujących spotkanie dziennikarzy – prezentację raportów z prac grup studyjnych, czyli komisji, które badały najważniejsze tematy z ubiegłorocznej syntezy. Kiedy w lutym 2024 r. Franciszek powoływał dziesięć takich zespołów, mało kto wierzył w ich skuteczność. Wszyscy w Watykanie wiedzą, że jeśli jakiegoś problemu nie chce się rozwiązać, trzeba stworzyć dla niego specjalną komisję.

Tymczasem stało się inaczej. Komisje zobowiązano do przedstawienia synodowi wstępnych raportów z pracy. Nie wszystkie, oczywiście, wzięły się za nią z jednakowym zapałem – grupa zajmująca się przepisami o mianowaniu nuncjuszy zebrała się od lutego zaledwie trzy razy (w tym dwa razy online), raport zespołu zajmującego się misyjnością w środowisku cyfrowym brzmiał, jakby wygenerował go ChatGPT („W miarę postępów będziemy kontynuować pracę polegającą na słuchaniu, starając się poszerzyć nasze zaangażowanie, aby uwzględnić bardziej zróżnicowane głosy, zwłaszcza z niedostatecznie reprezentowanych regionów, stosując nadal podejście synodalne”).

Większość komisji jednak solidnie podeszła do powierzonego zadania, prezentując klarowne i konkretne propozycje zmian (jak choćby raport o procedurach wyboru biskupów, postulujący zwiększenie transparentności i uczciwości procesu, włączenie w niego osób świeckich, które tworzyłyby „profil biskupa” najbardziej potrzebnego diecezji, z uwzględnieniem jej charakteru społecznego i kulturowego).

Najwięcej emocji wzbudziło jednak wystąpienie kard. Fernándeza, który przewodniczył grupie badającej „niektóre zagadnienia teologiczne i kanoniczne dotyczące poszczególnych form kapłańskich”, jak dla niepoznaki nazwano problem święceń kobiet.

Prefekt bez ogródek przyznał, że jego komisja musiała wziąć pod uwagę publiczne wypowiedzi papieża na temat diakonatu kobiet („Ojciec Święty nie uważa, by ta kwestia dojrzała już do dalszych badań”). Wyjaśniał, znów zasłaniając się słowami Franciszka, że kobiety mają ważniejsze problemy niż diakonat, który nie może stać się „rodzajem pocieszenia dla niektórych z nich”. Dodał, że komisja będzie postulować stworzenie niesakramentalnych form zaangażowania kobiet, nie tylko w duszpasterstwie, ale także w zarządzanie kościelnymi instytucjami.

Czy to znaczy, że kwestia diakonatu kobiet w ogóle nie będzie podejmowana na synodzie? Na pierwszej konferencji prasowej po publikacji raportów zapewniano, że „komisje nie działają poza synodem”, który wciąż może zgłaszać uwagi i sugestie do ich prac. Ostateczne wersje raportów mają powstać do stycznia 2025 r.

Niemiecka droga donikąd

– Uważam za skandal, że o tym, czy nadszedł czas na sakramentalne urzędy dla kobiet, decydowali sami konsekrowani mężczyźni – odpisuje na moje pytanie o raport Fernándeza Irme Stetter-Karp, przewodnicząca Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików (ZdK)

Swoją Drogę Synodalną Niemcy rozpoczęli w 2019 r., blisko dwa lata wcześniej, nim papież ogłosił swój projekt. Synodaler Weg nie jest więc jego plagiatem, jak się nieraz słyszy (i co powtórzył w radiowym wywiadzie bp Jacek Grzybowski, jeden z trzech reprezentantów Episkopatu Polski na synodzie), ale inicjatywą wypływającą z podobnych intuicji, że tylko działając synodalnie, można wyprowadzić Kościół z kryzysu. 

Irme Stetter-Karp nie chce, póki co, oceniać obrad w Watykanie, choć zarówno ich inicjator (papież), jak i organizatorzy (sekretariat generalny) niejednokrotnie dystansowali się od postulatów niemieckich.

– Jesteśmy na początku drugiej sesji i nie można ocenić, czy nasze propozycje przepadły, czy nie – odpowiada. Podkreśla, że wciąż ma zaufanie do niemieckich biskupów, zaangażowanych w Drogę Synodalną, nie traci więc nadziei wobec synodu światowego.

Podobnie uważa Stefan Orth, redaktor naczelny magazynu „Herder Korrespondenz”, wraz z którym obserwuję rzymskie obrady.

– Nie można mówić, że postulaty Drogi Synodalnej w ogóle nie zostały uwzględnione – tłumaczy. – W tekstach dyskutowanych na synodzie rzymskim znajdziemy wiele z nich, zwłaszcza że niektóre były zbieżne z głosami innych Kościołów lokalnych. 

Choć przyznaje, że niemieccy biskupi są w sytuacji nie do pozazdroszczenia.

– Wiedzą, że większość naszych katolików chce szybszych zmian, a jednocześnie widzą, jak trudno promować ich postulaty. Niektórzy nasi biskupi też są niecierpliwi, ale przynajmniej na tyle mądrzy, by nie działać pochopnie.

Głosy kobiet i skrzywdzonych

Z działaczkami Catholic Women’s Council umawiam się w dniu rozpoczęcia synodu pod Zamkiem Anioła, gdzie o 8 rano organizują synodalny happening. Plany krzyżuje mi awaria pociągów dojeżdżających do Rzymu i spowodowany nią komunikacyjny chaos. Kontaktujemy się następnego dnia na WhatsAppie. CWC jest globalną organizacją, prowadzącą kampanię na rzecz równych praw kobiet w Kościele.

– Towarzyszymy synodowi od 2022 r., organizując różne wydarzenia: marsze, spotkania, protesty – pisze Regina Frank, szefowa organizacji. – W tym roku nasza reprezentacja liczy 23 kobiety z 11 krajów. Nie postrzegamy siebie jako przeciwniczek synodu czy instytucjonalnego Kościoła. Raczej jako partnerki dla kobiet, które walczą z patriarchatem i mizoginią.

Frank nie ukrywa, że uważa głośne już wystąpienie kard. Fernándeza za dowód, jak Kościół traktuje głosy kobiet.

– Osoby odpowiedzialne za raport komisji najwyraźniej nie zapoznały się z badaniami renomowanych teolożek, które wykazały, że nie ma teologicznych przeszkód dla święceń diakonis. Odmowa Watykanu ma raczej na celu utrzymanie patriarchalnego i monarchicznego systemu.

Szefowa CWC krytycznie ocenia również wypowiedzi papieża na temat święceń kobiet. I nie zgadza się z opiniami, że w krajach Azji czy Afryki kobiety mają ważniejsze problemy.

– Wręcz przeciwnie, szczególnie w krajach, gdzie przemoc wobec kobiet jest wysoka, słychać głosy, że sakramentalne święcenia zmniejszyłyby jej skalę, stając się widocznym dowodem akceptacji ich statusu.

Z synodalnej okazji postanowiła też skorzystać grupa skrzywdzonych w polskim Kościele, która przygotowała propozycję zmian w prawie kanonicznym. Chodzi o wprowadzenie przepisów, które nakażą sprawiedliwe i podmiotowe traktowanie ofiar w kościelnych postępowaniach karnych (więcej na ten temat w publikowanej obok rozmowie z Tośką Szewczyk). Dokument przekazano polskim biskupom wyjeżdżającym na synod. Kard. Grzegorz Ryś zapewnił mnie, że propozycje skrzywdzonych trafią wkrótce do kard. Maria Grecha, sekretarza generalnego synodu – spotkanie z polską delegacją ustalono na drugi tydzień synodu.

Oba te przykłady pokazują, że wielu zaangażowanych katolików wciąż wierzy w ten dziwny synod i pokłada w nim nadzieje. Większe chyba niż w papieżu. Wszystko wskazuje na to, że Franciszek nie wprowadzi już żadnych znaczących zmian, synod natomiast może dać Kościołowi dynamikę, która prędzej czy później zmieni jego oblicze. Nawet jeśli w najbliższym dokumencie nie będzie jeszcze ich śladu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Na okładce: Chrystus Pantokrator zXIX w., autor nieznany, galeria miejska wJaninie, Grecja // Historic Images / Alamy Stock Photo

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Synod pełen zagadek