Tę bezprecedensową operację ukraińskie służby specjalne przygotowywały przez półtora roku. Otrzymała kryptonim „Pajęczyna” („Pajęcza sieć”, ukr. Павутина). W jej wyniku 1 czerwca w miejscach bazowania uszkodzonych zostało co najmniej 40 rosyjskich samolotów bojowych, w tym należące do kategorii bombowców strategicznych Tu-22M3, Tu-95MS i Tu-160.
Strona ukraińska twierdzi, że zadała straty w przeliczeniu na pieniądze sięgające nawet 7 mld dolarów. Nie mówiąc o stratach, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Bo tak skuteczny atak na ważne cele wojskowe to dotkliwe uderzenie w prestiż Rosji. Według strony ukraińskiej ucierpiało 34 procent strategicznych samolotów zdolnych do przenoszenia skrzydlatych rakiet (pocisków manewrujących). Rosja nie ma zdolności do odtworzenia tych zasobów.
Ukraińskie służby dostarczyły na terytorium Rosji drony i drewniane stelaże. Stelaże umieszczono w naczepach wielkich tirów (wyglądały jak domki modułowe), a drony ukryte zostały w podsufitkach. Operacja rozpoczęła się od rozsunięcia ruchomych klap w naczepach i odpalenia zdalnie dronów, które zaatakowały samoloty w miejscach bazowania. Baza Olenja w obwodzie murmańskim znajduje się 1700 km od granicy z Ukrainą, baza Biełaja w obwodzie irkuckim – 4500 km od granicy z Ukrainą. Majstersztyk.
Rosyjskie samoloty bojowe dokonują ataków na ukraińskie miasta i zabijają ludzi, w tym cywili. Natomiast Ukraińcy dokonali ataku na obiekty wojskowe. „Pajęczyna” obnażyła mielizny w systemie bezpieczeństwa rosyjskich lotnisk. Zwłaszcza tych znajdujących się daleko od frontu. Dosadniej ujął to jeden z proukraińskich komentatorów na platformie X: „Ukraińskie drony zniszczyły nie tylko samoloty, ale przede wszystkim wiarę Rosjan, że Putin jest super, w rzeczywistości okazał się tchórzem podszytym słabeuszem”. Do reakcji Putina jeszcze wrócę.
Most Kerczeński: ukraińskie uderzenie w prestiż
31 maja w obwodzie briańskim (położonym przy granicy z Ukrainą) runął most w miejscu, gdzie federalna trasa A-240 krzyżuje się z linią kolejową. W most wbił się przejeżdżający w tym momencie pociąg pasażerski. Z torów wypadła lokomotywa i cztery wagony, zginęło siedem osób, ponad 70 odniosło obrażenia. 1 czerwca w obwodzie kurskim zawalił się most kolejowy, po którym poruszała się lokomotywa. Lokomotywa spadła na szosę, poszkodowane zostały trzy osoby (załoga lokomotywy).
Komitet Śledczy, który wszczął dochodzenie w sprawie przyczyn katastrof, początkowo informował o „wysadzeniu mostów” i „akcie terroru” – śledztwo podjęto z artykułu 205 kk (zamach terrorystyczny). Potem z oficjalnych komunikatów te sformułowania wyparowały. To, co wydarzyło się z pociągami i mostami, nazywa się w dostępnej dokumentacji „incydentami kolejowymi”. Co tam się stało? Z jakiego artykułu prowadzone jest dochodzenie? To pozostaje płynne i niejasne.
I jeszcze jeden epizod w wybuchowym pejzażu. 3 czerwca Służba Bezpieczeństwa Ukrainy oznajmiła o zaminowaniu mostu Kerczeńskiego (Krymskiego). Ten most to ukochane dziecię Putina, nad jego bezpieczeństwem mają czuwać wszystkie możliwe służby specjalne i niespecjalne. Tymczasem Ukraińcy nie dość, że ogłaszają o zaminowaniu tego sakralnego obiektu, to jeszcze wypuszczają do sieci zdjęcia odpalenia jednego z podłożonych ładunków. Konstrukcja mostu na tym nie ucierpiała, niemniej ruch na jakiś czas zamknięto. No i znowu uderzenie w prestiż. To musiało zaboleć.
Co Ukraina i Rosja ustaliły w Stambule
Operacja „Pajęczyna” została przeprowadzona w przeddzień drugiej rundy rozmów delegacji ukraińskiej i rosyjskiej w Stambule. Spotkanie 2 czerwca trwało ponad godzinę. Według Zełenskiego delegacje wymieniły dokumenty za pośrednictwem strony tureckiej (chodzi o memoranda w sprawie przyszłego porozumienia pokojowego).
Wymierny rezultat to porozumienie w sprawie wymiany jeńców (według formuły „wszyscy za wszystkich” mają być wymienieni ciężko ranni i ciężko chorzy), wymiany ciał poległych (6 tys. na 6 tys.) oraz jeńców w wieku 18-25 lat.
Nie udało się osiągnąć ugody co do zawieszenia ognia. Ustalono jedynie, że na określonych odcinkach frontu ma dojść do dwu- lub trzydniowego zawieszenia broni, aby „można było pozbierać ciała poległych”. Minister obrony Ukrainy Rustem Umerow oświadczył, że Rosja nie zgodziła się na całkowite bezwarunkowe zawieszenie broni ani na osobiste spotkanie prezydentów (co proponowała strona ukraińska).
Ukraińcy przekazali listę nazwisk uprowadzonych przez Rosję dzieci, które należy zwrócić Ukrainie: „Chodzi o setki dzieci, które Rosja nielegalnie deportowała i przetrzymuje na terytoriach okupowanych” – zaznaczył członek delegacji ukraińskiej. Przewodniczący rosyjskiej delegacji Władimir Miedinski obiecał, że każdy przypadek zostanie skrupulatnie sprawdzony, ale skomentował ukraińską propozycję z waszecia: „Nie róbcie tutaj taniego teatrzyku dla bezdzietnych europejskich staruszek”. Elegancki jak zwykle.
„Przedstawione przez Rosję [w przekazanym Ukrainie memorandum – AŁ] zasady uregulowania oznaczałyby pozbawienie Ukrainy suwerenności poprzez wprowadzenie poważnych ograniczeń dotyczących jej polityki zagranicznej (neutralność, zakaz zawierania sojuszy i współpracy wojskowej z państwami trzecimi) i wewnętrznej (polityka językowa i wyznaniowa, zakaz działalności partii „nacjonalistycznych”). Zwraca uwagę zwłaszcza żądanie zabezpieczenia pełni praw, wolności i interesów etnicznych Rosjan i tzw. osób rosyjskojęzycznych, co otwiera drogę do permanentnej ingerencji w ukraińską politykę wewnętrzną. Z tych powodów żądania te są niemożliwe do przyjęcia dla Kijowa i wspierających go państw zachodnich” – piszą eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich (szczegóły w tekście analizy OSW).
Emocjonalne wystąpienie Putina
Mijały godziny i dni, a Putin ciągle nie wypowiadał się na temat „Pajęczyny”, szok musiał być potężny. Z-blogerzy i Z-korespondenci wojenni podbijali bębenka żalu, wzywali do uderzenia atomowego w bezczelną Ukrainę. W oficjalnych mediach trwała wytężona praca nad przemilczeniem (w telewizyjnych programach (dez)informacyjnych wzmianka o jakiejś niejasnej sytuacji na lotniskach zajęła 40 sekund czasu antenowego), natomiast w mediach społecznościowych – nad wypaczeniem i zafałszowaniem obrazu zniszczeń na lotniskach. W ruch poszła sztuczna inteligencja i równie sztuczne zabiegi o zamazanie rozmiarów strat, podmiana zdjęć i ich retuszowanie: na zaatakowane podczas operacji „Pajęczyna” lotniska przerzucone zostały nieuszkodzone samoloty, które zamieniły te zniszczone (aby na zdjęciach satelitarnych nie można było dostrzec strat).
Wreszcie na posiedzeniu rządu 4 czerwca, Putin w emocjonalnym wystąpieniu odniósł się do nowej sytuacji. Miotając gniewne spojrzenia i nerwowo bębniąc palcami o blat biurka, nazwał „reżim w Kijowie” terrorystami. Nie, nie powiedział ani słowa o „Pajęczynie”. Powodem krytyki Ukrainy były rzekome ukraińskie ataki na mosty w obwodach kurskim i briańskim (o moście Kerczeńskim nic nie powiedział). Dodajmy, że o ile o Krymie strona ukraińska poinformowała i wzięła odpowiedzialność za wybuch pod filarem, o tyle nic nie powiedziała, że ma coś wspólnego z zerwaniem mostów w obwodzie briańskim i kurskim.
Putin natomiast odniósł się w wystąpieniu wyłącznie do mostów. „Takie działania mają nazwę: to terroryzm. Wszystkie te działania były obliczone na zerwanie rozmów pokojowych. To świadomy atak na ludność cywilną. To świadczy o tym, że reżim w Kijowie przeradza się w organizację terrorystyczną. Kijowska wierchuszka przeszła do organizowania aktów terrorystycznych. A jednocześnie proszą o spotkanie na najwyższym szczeblu. Kto prowadzi rozmowy z tymi, którzy stawiają na terroryzm?”. W wystąpieniu nie było ani słowa o zaatakowanych lotniskach.
Jednym słowem: mosty w obwodach briańskim i kurskim to ukraiński terror, a z terrorystami nie rozmawiamy. Wreszcie znalazł się pretekst do wyjścia (a przynajmniej zawieszenia) z pokojowych formatów, zainicjowanych przez Trumpa.
Rozmowy Putina z Trumpem i papieżem Leonem XIV
I zaraz po wygłoszeniu cytowanego oświadczenia Putin z Trumpem porozmawiał. O telefonie poinformował amerykański prezydent we wpisie na Truth Social: „Rozmowa trwała godzinę i kwadrans. Rozmawialiśmy o ataku Ukrainy na samoloty znajdujące się na rosyjskich lotniskach, a także o innych uderzeniach dokonywanych przez obie strony. To była dobra rozmowa, ale nie tak dobra, by doprowadzić do szybkiego pokoju. Prezydent Putin kategorycznie zaznaczył, że będzie musiał odpowiedzieć na niedawny atak na lotniska wojskowe”.
To najciekawszy fragment wpisu Trumpa (notabene Trump najpierw zamieścił swój post o zawartości rozmowy z Putinem, potem go usunął, po czym ponownie zamieścił). Politolog Arkadij Dubnow zauważa: „Putin informuje Trumpa o swoim zamiarze dokonania odwetowego uderzenia na Ukrainę po ataku dronów na lotniska. (…) W ten sposób Putin uczynił z Trumpa swego konfidenta, a mówiąc wprost: totumfackiego”.
Dalej czytamy we wpisie Trumpa o rozmowie: „Przedyskutowaliśmy sytuację wokół Iranu i to, że czasu na decyzję w sprawie broni jądrowej Iran ma coraz mniej. Oznajmiłem Putinowi, że Iran nie może posiadać broni jądrowej, i wydaje mi się, że jesteśmy co do tego zgodni. Putin zaproponował, że weźmie udział w rozmowach z Iranem i być może zdoła pomóc w osiągnięciu porozumienia”.
Komunikat na stronie Kremla po rozmowie z Trumpem jest skąpy. To suchy komentarz doradcy Putina ds. międzynarodowych Jurija Uszakowa. Według niego głównym tematem były rozmowy w Stambule i kwestia irańskiej broni atomowej. „Co do uderzeń na lotniska wojskowe, to ten temat też został podjęty. Przy czym Donald Trump ponownie potwierdził, że Amerykanie nie zostali o tym wcześniej poinformowani”. Tyle, żadnych szczegółów, żadnych zapowiedzi odwetu wobec bezczelnej Ukrainy za drony na lotniskach wojskowych.
Prześmiewcze konto na platformie X streszcza komunikat Uszakowa w szyderczej formie: „Trump poprosił prezydenta Rosji o pomoc przy porozumieniu atomowym z Iranem, ale my nie możemy wystawić do wiatru naszych irańskich partnerów, oni nam dostarczają drony, pociski, ich specnaz wyzwalał obwód kurski. No i co o nas pomyślą Hamas, ruch Huti, yakuza i inni przyjaciele Rosji...”. Żart żartem, ale dobry żart jest tynfa wart.
Rosyjski politolog Nikołaj Mitrochin (na emigracji) analizuje nową sytuację następująco: „Federacja Rosyjska wychodzi z procesu negocjacyjnego z Ukrainą, a Trump jej za to nie ukarze ciężkimi sankcjami, bo teraz leży na stole karta irańskiego programu atomowego. W tej sprawie Rosja rozegra Trumpa podobnie jak w przypadku z Ukrainą, ale o tym Trump dowie się za trzy miesiące”.
4 czerwca odbyła się też rozmowa telefoniczna Putina z papieżem Leonem XIV. Rozmówcy „wymienili opinie na temat sytuacji na Ukrainie”, głosi oficjalny komunikat Kremla. „Władimir Putin potwierdził zainteresowanie osiągnięciem pokoju na drodze dyplomatycznej, podkreślił, że dla sprawiedliwego i pełnego rozwiązania kryzysu należy zlikwidować jego praprzyczyny”. Czyli włączył tę samą zdartą płytę, po którą sięga od grudnia 2021 r. Nihil novi sub Putin sole.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















