Wizerunek ma formę negatywu, dla nieprzyzwyczajonego oka trudnego do zinterpretowania. Faktyczny wygląd twarzy uwiecznionej na materiale zobaczył dopiero w 1898 r. Secondo Pia – fotograf amator, który wieczorową porą wykonał zdjęcia płótna w katedrze, gdzie było przechowywane. Gdy podczas wywołania fotografii zobaczył wizerunek postaci, na chwilę przestało mu bić serce – wspominał.
Można powiedzieć, że Pia wykonał pierwsze amatorskie badanie całunu. Jego dalsze analizy, rozpatrujące kwestie anatomiczne uwidocznionej na nim postaci, ułożenie ran, śladów krwi, biczowania, w opinii wielu dawały argumenty, że człowiek, który został w to płótno zawinięty, faktycznie konał w cierpieniach.
Całun Turyński obrazem tortur
Analizy fotografii całunu w kolejnych latach wykazały, że umęczony mężczyzna doznał ponad 600 ran i urazów; co najmniej 70 głębokich ran znajdowało się w obrębie głowy. Spuchnięty policzek, wyrwana część brody i wąsów w okolicach ust to tylko niektóre ze szczegółów, które można także zauważyć. Sto widocznych na ciele śladów pochodziło od biczowania. Rany, które skrupulatnie zbadali biegli medycyny sądowej, krwawiły zgodnie z krzywiznami ciała.
W 1973 r. naukowcy mogli wreszcie pobrać niewielkie próbki płótna do badań instrumentalnych, które mogłyby potwierdzić ewentualne fałszerstwo lub mu zaprzeczyć. Dostrzeżone ślady krwi zostały zbadane kilka lat później. Badanie miało na celu udzielenie odpowiedzi na kilka pytań: Czy jest to faktycznie krew, a jeśli tak, czy należała do człowieka? Jaka jest grupa krwi i jej skład chemiczny? Czy można znaleźć różnice między krwią wypływającą z żywego ciała a tą pośmiertną?
Autentyczność krwi potwierdzano parokrotnie. Znajdowano cząsteczki świadczące o obecności zarówno czerwonych krwinek, jak i osocza, w którym krwinki są zawieszone. Naukowcy potwierdzili obecność m.in. żelaza znajdującego się w cząsteczce wiążącej we krwi tlen, jedno z najczęstszych białek znajdowanych we krwi, a nawet przeciwciał. Już w 1982 r. Pierluigi Baima Bollone wraz ze współpracownikami potwierdził, że krew należy do grupy AB. Trzy lata później znaleziono w niej tzw. antygen S charakterystyczny tylko dla człowieka. Odróżniono też krew żylną od tętniczej.
Dwa rodzaje krwi we włóknach całunu
Najnowsze badania prof. Giulio Fantiego z Uniwersytetu w Padwie mogą wzmocnić argumenty na rzecz autentyczności całunu. Część z odkryć dotyczy odnalezionej na płótnie krwi. Do pracy, którą opublikował w „Archives of Hematology Case Reports and Reviews”, użyto tych samych skrawków, które pobrano przed 50 laty. Przy pomocy nowoczesnych technik naukowiec odnalazł cząsteczki krwi. Dostrzegł hemoglobinę, czyli molekuły znajdujące się w przenoszących tlen czerwonych krwinkach. Wyróżnił też dwa rodzaje krwi, które pokryły włókna całunu. Pierwsza skrzepła przed śmiercią. Mogło to się stać w trakcie drogi krzyżowej albo podczas męki.
Można było w niej zauważyć cząsteczki kreatyniny, co wiązało się z przeżytymi torturami oraz najprawdopodobniej zaburzoną pracą nerek. Widoczne były znaki zespołu mocznicowego. Ten stan zwykle spotykany jest w chorobach tego narządu, ale niewydolność mogła wynikać również z ich uszkodzenia, np. podczas biczowania.
Drugi z rodzajów to krew pośmiertna, której skład sugeruje znaczne problemy oddechowe. Pokrywa się to z wiedzą na temat śmierci krzyżowej, która wynikała z uduszenia.
Całun Turyński: ile ma lat i skąd pochodzi
Badacze próbowali przez lata ustalić także inne parametry całunu. Jedną z głośniejszych była analiza radioizotopowa przeprowadzona w 1988 r., która miała dać odpowiedź na pytanie o wiek płótna. Według niej całun miałby pochodzić z lat 1260-1390, co skłoniło część badaczy do uznania, iż wizerunek na płótnie jest dziełem średniowiecznego fałszerza. Kard. Anastasio Ballestrero, opiekun całunu, podając wyniki analizy stwierdził, że jest on ikoną, i jako taki posiada swoją niewątpliwą autentyczność. Było to równoznaczne z przyznaniem, że płótno nie jest relikwią.
Z czasem pojawiły się jednak głosy, że pobrany na potrzeby datowania skrawek płótna mógł być zanieczyszczony. Późniejsze analizy starzenia włókien celulozy sugerowały, że całun rzeczywiście mógł powstać w I wieku naszej ery. Niedawne badania prof. Fantiego co prawda nie rozstrzygają tego sporu (by to zrobić, należałoby powtórzyć badania radioizotopowe, wykorzystując w nich nowy fragment całunu), ale pomagają uściślić potencjalną lokalizację miejsca pochodzenia płótna i pochówku. Naukowcy wskazali, że całun zawierał śladowe ilości gliny oraz wapieni. Ten obraz pasuje do skalnego grobu, w którym Jezus miał zostać złożony w Jerozolimie.
Badania naukowe nigdy nie będą w stanie wypowiedzieć się ze stuprocentową pewnością co do pochodzenia całunu. Jednak analizy prof. Fantiego są kolejnym krokiem w kierunku potwierdzenia, iż na płótnie zachowały się prawdziwe ślady umęczonego człowieka, i wsparcia wiary tych, którzy widzą w nim Chrystusa.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















